Berlin na gorąco

knajpa

Powszechnie wiadomo, że kuchnia niemiecka do najbardziej wyrafinowanych nie należy. Niemieckie potrawy są rzekomo tłuste, mięsne i ogólnie ciężkie. Chcąc przekonać się, ile prawdy tkwi w tym przekonaniu, niedawno, po wielu latach wybrałam się na kilka dni do Berlina i tym wyjazdem wracam po małej przerwie na Milk&Honey.

Ostatnio czas nie miał nade mną litości. Bardzo dużo się dzieje i powoli przestaję panować nad wszystkimi sprawami, które w piętrzą się w zapisanym kalendarzu.  Dlatego, kiedy pojawiła się możliwość krótkiego wypadu do Berlina, nie zastawiałam się długo. Spakowałam torbę i razem z siostrą ruszyłyśmy w drogę.

Miasto zaskoczyło już po przyjeździe, kiedy zgubiłyśmy się w samym rozkopanym do nieprzytomności centrum, i nie przestało zaskakiwać do ostatnich chwil naszego wyjazdu.

Jeśli chodzi o samo jedzenie, myślę, że niemiecka kuchnia odchodzi skutecznie od ciężkiej tradycji na rzecz lekkich potraw inspirowanych różnymi regionami i stronami świata. Chociaż i w samej tradycyjnej kuchni Niemców znaleźć można przyjemne niekapuściane i niepiwne dania, jak na przykład pumpernikiel, Apfelstrudel czy tort szwarcwaldzki, które osobiście uwielbiam. Gorące ciasto z jabłkami, czekoladowy tort z bitą śmietaną i wiśniami a także razowy chleb są dowodem na to, że smak kuchni niemieckiej może być słodki i wyborny.

Z rzeczy ciekawych ja w trakcie wyjazdu jadłam między innymi Hochzeitssuppe, czyli pochodzącą z północy kraju wspaniałą zupę ślubną. Hochzeitssuppe to rosół z kurczaka z małymi mięsnymi klopsikami, szparagami i kluskami podawany najczęściej na niemieckich weselach. Początkowo nie byłam przekonana, czy zupę w ogóle będzie dało się zjeść – gdy złożyłyśmy zamówienie nieogarnięty kelner w restauracji przy Friedrichstrasse dopytywał, o którą zupę proszę, choć w menu była tylko jedna. Na szczęście zupa okazała się być znacznie lepsza niż obsługa w knajpie. To chyba dobra wróżba…

Be first to comment